Patroni naszych ulic

Szwedzka

Ulica Szwedzka to ulica dość znana w Warszawie. Można jednak stwierdzić, że na razie wartość tej ulicy jest jedynie "potencjalna". Wynika z intensywnej przeszłości i świetlanej przyszłości, która może tę ulicę czekać w ciągu kilku najbliższych lat.

"Intensywna przeszłość" związana jest z obecnością zakładów chemicznych, w których pracowało kilka tysięcy ludzi. Dowoziły ich tu liczne linie autobusowe (także nocna). Dziś jednak Szwedzka służy przede wszystkim olbrzymimi ciężarówkom. Może zmienić się to wkrótce, gdy TIR-y zostaną skierowane na pobliską obwodnicę, a Szwedzką będą jeździły autobusy dowożące prażan do stacji metra. Jest to jednak pieśń przyszłości...

Szwedzi w Warszawie

Skąd wzięła się nazwa ulicy? Skąd Szwedzi w Warszawie? Powszechnie panuje przekonanie, że nazwa ulicy ma swoje korzenie w "Potopie". Tak, tym opisanym przez Sienkiewicza. Tu jednak uwaga - nie był to "Potop szwedzki" - ten przymiotnik narzuciła i rozpropagowała cenzura. Potop w XVII wieku był potopem moskiewskim. To właśnie bohaterem wojny przeciwko Wielkiemu Księstwu Moskiewskiemu był Andrzej Kmicic. Wojna z Moskwą była długa - trwała niemal dwadzieścia lat - i krwawa - moskiewskie oddziały podchodziły pod Warszawę. Obecność Szwedów w Polsce w latach 1656-1657 była jedynie małym epizodem tej wojny. Historycy po dziś dzień spierają się o interpretacje obecności Szwedów w Rzeczpospolitej. Wielu uważa, że zjawili się oni w Polsce przede wszystkim, żeby wygnać z Polski Moskali. Jednak nie udało się sfinalizować traktatów sojuszniczych i Szwedzi - z obrońców - przemienili się w napastników.

Szwedzi zostali szybko wygnani z Polski. Zdarzały się jednak porażki. Jedną z nich była klęska wojsk Rzeczpospolitej w trzydniowej bitwie pod Warszawą, która toczyła się w ostatnich dniach lipca 1656 roku. Wojska szwedzkie szły od północy szlakiem, który dziś pokrywa się z ulicą Modlińską. W okolicach Żerania zostały zatrzymane i zmuszone do obejścia polskich pozycji. Trzeciego dnia bitwy doszło do krwawych walk (na łąkach, na których kilkaset lat później powstał Cmentarz Bródnowski). Wojska polskie wycofały się przez mosty i opuściły Warszawę. Opis potopu musi zacząć się od przypomnienia sobie Henryka Sienkiewicza i tym samym musi się zakończyć. Realną bitwę warszawską Henryk Sienkiewicz wykorzystał do uśmiercenia stworzonej przez siebie postaci Rocha Kowalskiego. Symboliczny nagrobek poświęcony tej postaci można znaleźć na dziedzińcu kościoła pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej, na rogu ulic Ratuszowej i Jagiellońskiej.

Zabawa w wojnę

Przez kolejnych kilkaset lat nie działo się na Pradze zbyt wiele ciekawego. Dopiero gdy w drugiej połowie XIX wieku zbudowano linie kolejowe dążące do dworców dziś nazwanych Wileńskim, Gdańskim oraz Wschodnim, Praga zaczęła się gwałtownie rozwijać. Z wiejskich folwarków powstawały nowe dzielnice - między innymi Nowa Praga. Tuż za jej granicami piętrzyły się hałdy piachu - pozostałe po budowie linii kolejowych, nic więc dziwnego, że ulicę przebiegającą obok nich nazwano ulicą Górną. Gdy w 1891 roku włączono Nową Pragę w granice Warszawy, okazało się, że już jednak "górna" w Warszawie jest, trzeba więc było wymyślić jakąś inną nazwę. Ulicę nazwano więc "Szwedzką".

I tu zaczęło się zamieszanie. Historycy "ogólnopolscy" uważali, że ulica Szwedzka musi być pamiątką po bitwie ze Szwedami - dla nich różnica 1000 metrów, różnica pomiędzy Nową Pragą a Targówkiem była bez znaczenia. Z kolei historycy Warszawy - varsavianiści - zdawali sobie sprawę z różnic geograficznych, ale wiedzieli, że na górkach za Szwedzką - "szwedzkich górkach" są pozostałości po umocnieniach i fortach! Ba, sam - będąc dzieckiem - bawiłem się w tamtych okolicach w wojnę. I ja kilka takich "fortów" - wraz z kolegami - zbudowałem. I nasi dziadkowie także... Ulica Szwedzka nie ma nic wspólnego ani z fortyfikacjami, ani z bitwą 1656 roku, ani nawet ze Szwedami... Każda ulica ma swojego sponsora

Rozwiązanie zagadki jest bardzo proste. Najważniejszym zakładem przemysłowym przy tej ulicy była fabryka chemiczna. Niewiele już z niej pozostało - zamknięto ją w początkach XXI wieku - warto jednak zwrócić uwagę na najwyższą budowlę na Pradze - komin, mający jakoby 83 metry wysokości. Fabryka często zmieniała właścicieli, a lista nazw, które nosiła, mogłaby służyć jako podręcznik dla historyków przemysłu chemicznego na świecie. Najbardziej znana była jako fabryka Schichta. Produkowano tu m.in. mydło Biały Jeleń oraz proszek Radion.

Fabryka została zbudowana na ziemi, której właścicielem był Ludwik Szwede, polski przemysłowiec i finansista, żyjący w XIX wieku (1816-1901). Oprócz tego, że on i jego rodzina przyczynili się do rozwoju przemysłowego Warszawy (posiadali także zakłady metalowe na Woli oraz byli współwłaścicielami "Fabryki Norblina"), to trzeba Ludwika Szwedego zapamiętać jako społecznika, patriotę i kolekcjonera dzieł sztuki (dziś jego kolekcja przechowywana jest w Muzeum Narodowym). Był też wieloletnim prezesem Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności oraz inicjatorem zbudowania w Warszawie pomnika Adama Mickiewicza. Ludwik Szwede miał także znaczne wpływy, skoro już za swojego życia jego imieniem nazwano ulicę w Warszawie.

Bez wątpienia osoba takiego formatu powinna być upamiętniona ulicą swojego imienia i żal, że niewielu łączy ulicę Szwedzką z Ludwikiem Szwede.


T. Pawłowski

7323